Nowy „zawodnik”

W 2008 roku ruszyłem z treningami, miałem już matę do ćwiczeń,  w treningach uczestniczyło ok 10 osób (8 chłopców i 2 dziewczynki). W 2010 zacząłem współpracę z innymi klubami: Orzeł Skrzyszów, Wisłoka Dębica, UKS Lubzina i UKS Kamień. Nasza współpraca polegała na cyklicznej organizacji zawodów miedzy zaprzyjaźnionymi klubami, z czasem poszerzyłem kalendarz o wyjazdy na zawody ogólnopolskie i międzynarodowe (Myślenice, Rzeszów, Katowice, Bydgoszcz). W mojej pasji  pomagali mi rodzice dzieci: jedna z mam uszyła kostiumy zapaśnicze, inni zajmowali się sprawami organizacyjnymi, pomagali przy wydawaniu posiłków na zawodach a przede wszystkim dopingowali swoje dzieci podczas zmagań na macie. Wszystkie nasze wyjazdy, osiągnięcia, ilość zdobytych medali udokumentowałem w prowadzonej przeze mnie kronice. Nasze sukcesy były dumą szkoły i można było o nich przeczytać na szkolnej stronie internetowej oraz w lokalnej prasie.
W marcu 2013 roku przed corocznym wyjazdem na zawody do Kamienia  zgłosiła się się do mnie córka zaradnej wdowy z zapytaniem czy może pojechać na zawody zamiast brata, brat nie może pojechać ze względu na to, że uczy się do egzaminu przed komunią. Zgodziłem się  i poprosiłem żeby przyniosła zgodę mamy na piśmie. Oczywiście jechała ona w charakterze kibica, do tej pory nie uczęszczała na prowadzone przeze mnie zajęcia dodatkowe. Znałem tę dziewczynę z widzenia, wiedziałem czyją jest córką. Była to jedna z najlepszych uczennic w szkole, lecz ze względu na swoją tuszę (była pokaźnych gabarytów-BMI powyżej 30) nie była predysponowana do bycia orłem w dziedzinie wychowania fizycznego (ocena z tego przedmiotu zaniżała jej   bardzo dobrą średnią). Z tych zawodów wróciliśmy zadowoleni ze swoich osiągnięć. Kilka dni później po raz kolejny zgłosiła się do mnie córka zaradnej wdowy z  pytaniem czy mogłaby dołączyć do grupy trenujących dzieci. Odbyłem rozmowę z zaradną wdową, która poprosiła mnie o przyjęcie swojej córki na treningi sugerując, że pewnością  jej się to przyda przy jej gabarytach. Po latach na sali sądowej dowiedziałem się, że przyjęte przeze mnie na treningi dziecko-wieloryb zwane również górą tłuszczu nie rokowało w sporcie a zostało zwabione przeze mnie specjalnie dla celów uwiedzenia (rzeczywiście był to 13-letni pokaźny obiekt, o którym „marzyłem”…🙃)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *