W busie

24.04.2019 po spotkaniu z redaktor Elżbietą Jaworowicz wracaliśmy busem do Mielca .Była godzina 14 z minutami ,usiedliśmy na ostatnich siedzeniach w busie .Było jeszcze kilkanaście minut do odjazdu. Nagle do busa wsiadła pewna siebie młoda, elegancko ubrana  kobieta z laptopem pod pachą. Miała wykupioną rezerwacje ,poprosiła kierowcę o bilet podając imię i nazwisko. W tym momencie  nagle popatrzylismy znacząco na siebie, …  do busa właśnie wsiadła” córka zaradnej wdowy”. Szła prosto  środkiem  busa w naszym kierunku patrząc na nas. Bez żadnej reakcji usiadła na przedostatnim siedzeniu tuż przed nami. Niecały rok temu zeznawała w Sądzie opowiadając o  swoim romansie z moim mężem jakoby miała być uwiedziona  przez nauczyciela  który wg niej miał jej  się oświadczać ! A dzisiaj patrząc mu prosto w oczy nie poznała go !!!. Zaparło nam dech w piersiach , o co w tym wszystkim chodzi? Co robi „córka zaradnej wdowy” 24.04.2019 w środę w Warszawie ? Tego dnia powinna być w szkole ,w tym czasie była ona uczennica 2 klasy LO w Mielcu. W ciągu 4 godzin tyle mniej więcej trwała nasza podróż z Warszawy do Mielca usłyszeliśmy wiele ciekawych informacji od współpasażerki busa,czyli „córki zaradnej wdowy”.Na pytanie kierowcy „dla pani bilet studencki? „bez zajaknienia odpowiedziała tak. Dobra kłamczucha pomyślałam, w ten sam sposób prezentowała się w Prokuraturze i w Sądzie bez zajaknienia recytowała przygotowany scenariusz…

Przerwa

Po prawie 2 miesięcznej przerwie postanowiłam kontynuować pisanie( w zastępstwie za męża) przedstawiajac  prawdziwą historię naszego życia  w cieniu paskudnego oskarżenia .  W ciągu ostatnich 2 miesięcy wydarzyło się naprawdę dużo, splot różnych zdarzeń doprowadził  niestety do zatrzymania mojego męża co przy okazji ujawniło „przebiegłość ” i bezwzględność naszych oskarżycieli („trio po trupach do celu”). Zaraz po Świętach Wielkanocnych w poświąteczna środę 24.04.2019 wyruszylismy (ja i mój mąż) do Warszawy do studia TVP. Kilka dni wcześniej zostaliśmy zawiadomieni przez pania redaktor z Warszawy  że zapraszają nas do studia z „naszym problemem”. W okresie poświątecznym mąż wrócił do szpitala, na przepustce był  tylko przez 2 świąteczne dni. Zainteresowanie nasza sprawa ze strony redakcji „Sprawa dla reportera” to była dla nas szansa na pokazanie „sumienności „i  „rzetelności ”   polskiego Wymiaru Sprawiedliwości (począwszy od Prokuratury poprzez Sąd Rejonowy do Sądu Apelacyjnego) w ustaleniu prawdy. Po ponad trzyletnim dochodzeniu (2015-2018) podczas którego przesłuchani  świadkowie nie potwierdzili prawdziwości wersji zdarzeń przedstawionych przez  córkę zaradnej wdowy a wręcz ujawnili że w kilku sprawach kłamała bez żadnego dowodu na winę oskarżonego niezawisłe organa sprawiedliwosci skazują nauczyciela. Media były dla nas szansa na obnażenie tego (łagodnie mówiąc) ” przekrętu”. Pani Ordynator oddziału na którym przebywał mąż na naszą prośbę zgodziła się na wypis męża ze szpitala ze wzgledu na szczególne okoliczności (spotkanie z panią redaktor Elżbietą Jaworowicz). Tak więc wyruszyliśmy do naszej stolicy.

Anonim

Świąteczne 3 dni spędziłem z moją rodziną. Nie mogłem nacieszyć się mają małą córeczką, której jest pełno wszędzie. Rządzi wszystkim i wszystkimi, również w kościele jest bardzo aktywna i wszystko ją ciekawi.

Święta to okres wyjątkowy, niestety od 3 lat  żyję w cieniu paskudnego oskarżenia cały czas wierząc w sprawiedliwość  boską, która mam nadzieję w końcu nadejdzie. W Wielka niedzielę oglądałem w telewizji program „Państwo w państwie”, którego tematem był los człowieka, który w więzieniu spędził niewinnie 19 lat. Pomimo bardzo słabych dowodów przeciwko niemu Sąd skazał go na dożywocie. Jedynie dobra wola pani prokurator, która wierzyła w niewinność tego człowieka pomogła ujawnić szokującą prawdę. Jak niewiele jest warte życie ludzkie, za które Pan Jezus umarł na krzyżu. Mój los jest podobny  pomimo braku jakichkolwiek dowodów na moją winę zostałem uznany za przestępcę i skazany. Rzecz jasna tych dowodów po prostu nie ma. Jakiś czas po ogloszeniu wyroku 2 instancji otrzymałem anonim od życzliwej mi osoby. Nie wiem kto jest autorem tego listu, ale w tak małym miasteczku naprawdę nic się nie ukryje. Według słów zawartych w anonimie moi przesladowcy chodzą uśmiechnięci po  ulicy chwaląc się, jak bez problemu przerobili dwa Sądy nie potrzebowali nawet adwokata. Wystarczyło odpowiednio przeszkolić dziewczyne czyli córkę zaradnej wdowy opowiada policjant konkubent matki. Dziekuje autorowi tego anonimu za dobre słowa o mojej osobie i wsparcie.

Tęsknota

Jestem już 1,5 miesiąca poza domem, coraz bardziej tęsknię za moją małą córeczką, była u mnie kilka razy w odwiedzinach. To prawda jak się dziecka nie widzi na codzień to szybciej rośnie. Jest kochana dużo mówi i ruchowo jest bardzo sprytna.Może bedzie kiedyś małą zapaśniczką  jak jej tata. Poświęciłem dużą część mojego życia temu sportowi, jako młody człowiek i później już jako nauczyciel i trener. Byłem dumny z osiągnięć moich podopiecznych. Angażowałem się w organizację zajęć dla dzieci z małej miejscowości z własnej woli i robiłem to za darmo, a nawet nie rzadko dokładałem do mojej pasji z własnej kieszeni. Mój sport zawsze miał konkurencję w postaci piłki nożnej, gdzie stawiało się na wynik. W zajęciach które prowadziłem głównie chodziło o kształtowanie prawidłowego rozwoju dzieci, dlatego nie było selekcji wśród chętnych którzy zgłaszali się na treningi. Otyła córka „zaradnej wdowy” zgłosiła się jako chętna do uczestniczenia w treningach o jej przyjęcie prosiła  też osobiście jej matka więc dołączyła do grupy trenujących w kwietniu 2013 roku. Później w lokalnej gazecie 7 listopada 2017 roku córka „zaradnej wdowy” udzieliła wywiadu, który zaczynał się od słów „kiedyś trenowała zapasy” co miało pokazać jak wszechstronne były jej zainteresowania. Tymczasem Sędzia w marcu 2018 roku napisał :  „pod namową nauczyciela zaczęła uczęszczać na dodatkowe zajęcia z zapasów”…                                  Na kilka dni przed Świętami Wielkiej Nocy myślę o mojej małej kochanej córeczce i staram się nie myśleć o osobach, za sprawą których moje małe dziecko widzi swojego tatę raz na trzy tygodnie przez krótki okres czasu.

Urodziny

Wczoraj były moje urodziny. Tak jak rok wcześnie przyszło mi je spędzać w szpitalu. W tamtym roku częstowalem wszystkich cukierkami, które przywiozla mi żona. Okrągłe urodziny z taką cyfra są tylko raz w życiu! Teraz po roku od tamtej chwili jestem nie tylko o rok starszy ale bagaż moich problemów też urósł. Po ogłoszeniu wyroku Sądu w dniu 14.03.2018 całkowicie załamałem sie, nie chciało mi się żyć, zostałem przez Sąd uznany za winnego uwiedzenia i wykorzystania córki zaradnej wdowy, choć żadnego dowodu na jej prawdomówność  Sąd nie znalazł. Zeznania tego dziecka dla przeciętnego człowieka to naprawdę mało wiarygodna opowieść, nie rozumiem jak w taka „barwną” historię uwierzył wykształcony człowiek, jakim jest Sędzia . Żaden z przesłuchanych świadków  nie potwierdził  zdarzen przytoczonych w zeznaniach córki zaradnej wdowy. Z uzasadnienia wyroku później dowiedziałem się, że miałem dużo czasu na to żeby przekupić świadków na swoją stronę. To jakiś absurd, kto z dorosłych osób byłby na tyle głupi, że mając wiedzę o krzywdzie dziecka  zataiłby ją przed Sądem…! zeznając pod przysięgą! Wierzyłem w niezawisłość, rzetelność i mądrość  Sądu  ale tak jak powiedział mi kiedyś mój znajomy „wszędzie można szukać sprawiedliwości tylko nie w Sądzie”- jego powiedzenie okazało się szczerą prawdą, i żalem w sercu powtórzę to każdemu. W dniu 14.03.2018 wygrało” trio po trupach do celu” mimo, że nawet podczas zeznań w Sądzie ich wypowiedzi wzajemnie sobie zaprzeczały i wykluczały się! Ja  tymczasem w stanie całkowitego załamania nerwowego ze złymi myślami w głowie, które pchały mnie do zrobienia sobie krzywdy trafiłem do szpitala, w którym jestem po raz kolejny, i kolejny raz obchodzę tu urodziny…

Zakopane

W pierwszym tygodniu sierpnia 2013 roku wyruszylismy na obóz do Zakopanego, cyklicznie jak co roku. Mieliśmy już stałe miejsce pobytu Ośrodek „Palace” przy ulicy Chałubińskiego w Zakopanem. Około południa podjechałem pod dom „zaradnej wdowy”, aby zabrać jej córkę na obóz. Po pierwszym obozie w Janowie Lubelskim wyraziła chęć pojechania na kolejny, którym był obóz w Zakopanem. Wziąłem zgodę od „zaradnej wdowy” na wyjazd córki i pojechaliśmy po jeszcze jednego uczestnika, chłopca, rok starszego od córki „zaradnej wdowy”. Na miejscu przed jego domem okazało się, że zmuszony jest on zrezygnować z wyjazdu, ojciec chłopca zarządził pilne prace polowe. Z tego też powodu pojechałem tylko z córką „zaradnej wdowy”, która miała dołączyć do poznanych już wcześniej w Janowie Lubelskim obozowiczów. Do Zakopanego dojechaliśmy późnym popołudniem, akurat w tym czasie odbywał się tam Tour de Pologne, co dodatkowo utrudniało dojazd. Na miejscu w recepcji Ośrodka dowiedziałem się, że nasz obóz został odwołany. Zadzwoniłem do trenera koordynatora, który był odpowiedzialny za organizację obozów. Po posiłku mieliśmy wracać z powrotem, lecz córka „zaradnej wdowy” poprosiła czy nie mogłaby spotkać się z wujostwem, które aktualnie przebywa w Zakopanem. Wujkowie na stałe mieszkali w USA i Kanadzie z tej racji nie widywali się ze sobą często.  Zmęczony i zdenerwowany zaistniałą sytuacją oraz ze względu na utrudnienia na drogach doszedłem do wniosku, że w takiej sytuacji najlepiej będzie przenocować w Zakopanem i w dniu następnym wrócić do domu.

Przede wszystkim o zaistniałej sytuacji należało zawiadomić „zaradną wdowę”. Córka „zaradnej wdowy” przy mnie zadzwoniła ze swojego telefonu do matki, która przystała na jej prośbę spotkania z wujkami. Z telefonu dziecka powiedziałem zaradnej wdowie, że przenocujemy w Zakopanem i rano wyjedziemy z powrotem na co „zaradna wdowa” wyraziła  zgodę.
Zameldowalismy się na recepcji gdzie w księdze meldunkowej został odnotowany wpis 1 nocleg i 2 pokoje.
Zjedliśmy spóźniony obiad i udaliśmy się na spotkanie na Krupówki. Po spotkaniu, które zakończyło się po godz.18 wróciliśmy do Hotelu; zjedliśmy tu kolację.
Następnego dnia rano po śniadaniu wróciliśmy do domu.

Później w Sądzie dowiedziałem się że, w Zakopanem byliśmy tylko we dwoje przez  4 dni, i te 4 dni spędziliśmy jak para zakochanych (obiekt czyli „córka zaradnej wdowy”, którym rzekomo miałem się interesować nadal miał BMI powyżej 35, było to dziecko 3 lata młodsze od mojego syna).

Przed rozprawą

16 października 2016 roku pierwsza rozprawa w Sądzie Rejonowym. Na drzwiach sali rozpraw pod hasłem oskarżony widnieje moje imię i nazwisko. Pomimo, że wiem iż jestem niewinny czuje się źle, w nocy nie mogłem spać  a od wczoraj nic nie jadłem. Przychodzi mi na myśl nauczyciel wychowania fizycznego z Dębicy,  który przez takie samo oskarżenie jakie i mnie spotkało stracił życie.  Nie mogąc pogodzić się z paskudnym  pomówieniem i utratą pracy zaczął pić i w krótkim czasie zmarł. Ja od ponad 3 miesięcy zażywam leki od lekarza-psychiatry. Przez ok. 3 miesiące po wizycie w Prokuraturze nie mogło mi  nic przejść przez gardło, tak jakbym miał je całkowicie zacisniete, jednocześnie pociagalo mnie na wymioty. Był to okres bardzo upalny, temperatura powietrza dochodziła do 30 stopni. Próbowalem małymi łykami przyjmować trochę wody przecież pod moją opieka było malutkie dziecko, zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na mnie ciążyła. Moja żona bardzo zaniepokojona  tym wszystkim zdecydowała, że muszę udać  się po pomoc do lekarza psychiatry. Od tego czasu jestem pacjentem Poradni Zdrowia Psychicznego i dzięki pomocy lekarzy psychiatrów jeszcze jakoś funkcjonuje na tym świecie. Na korytarzu sądowym jest też mój adwokat, który towarzyszy mi pierwszy raz. Zrezygnowałem z mojego pierwszego adwokata, który był ze mną drugi raz w Prokuraturze ze względów organizacyjnych i finansowych. W październiku 2016 moja mała córeczka ma 8 miesięcy, opiekuje się nią sam  podczas gdy żona jest w pracy. Poprzedni adwokat był z miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od naszego miejsca zamieszkania, co nie było do pogodzenia z obowiązkami domowymi. Na korytarzu sądowym pojawia się też „zaradna wdowa” u boku konkubenta-byłego już policjanta-obenie emeryta. 40-letni konkubent zostaje wysłany na przymusową emeryturę po tym jak dostaje wyrok za pobicie byłej żony.

Życie obozowe

Obóz w Janowie Lubelskim w roku 2013 był organizowany po raz kolejny w tym samym miejscu i jak co roku skorzystalismy z gościnności Hotelu Myśliwskiego. Janów Lubelski to malowniczo położona niewielka miejscowość w województwie lubelskim. W roku 2013 w obozie oprócz chłopców wzięły udział 4 dziewczynki, jedną z nich była córka zaradnej wdowy. W dniu przybycia do Hotelu Myśliwskiego podczas zakwaterowania okazało się, że 3 dziewczynki z tej samej miejscowości, które były koleżankami zostały zakwaterowane razem w jednym, trzyosobowym pokoju,  a córka zaradnej wdowy dostała osobny pokój. Pokój ten był jednoosobowy obok pokoju  pozostałych dziewczynek, z jednoosobowym tapczanikiem. Nasze życie obozowe przebiegało wg stałego planu. Każdy dzień rozpoczynał się pobudką o godz. 7:30, następnie wszyscy obozowicze  stawiali  się na poranny rozruch trwający ok 15- 20 minut, podczas którego dzieci wykonywały serię ćwiczeń pobudzających. Po porannej toalecie  o godz 9:00 rozpoczynało się śniadanie. Po śniadaniu cała grupa szliśmy nad miejscowy zalew, który oddalony był ok 2 kilometry od hotelu. Nad zalewem  oprócz plażowania  i kąpieli odbywał się trening zapaśniczy. Córka zaradnej wdowy była nowa w grupie obozowej, ale bardzo szybko zintegrowała się z innymi uczestnikami obozu. Brała udział we wszystkich treningach, chociaż  jej marne predyspozycje i nadmiar kilogramów nie pozwalały w nich uczestniczyć na 100 procent. Przy trudnych ćwiczeniach zmuszona była zrezygnować, bo niestety nie dawała rady, siadała obok maty i patrzyła.  W ciągu dnia były 2 treningi. Drugi popołudniowy po obiedzie rozpoczynał się o 15.30 na sali gimnastycznej, oddalonej od hotelu o ok. kilometr. Trening trwał ok. 1,5 godziny i podobnie jak na treningu dopoludniowym doskonale były chwyty zapasnicze i wprowadzane nowe. O 18:30 była kolacja. Po kolacji wolny czas do godz. 20.30 dzieci spędzały zazwyczaj w parku przy hotelu, także córka zaradnej wdowy razem z pozostałymi. O godz. 21:00 obozowicze byli już w swoich pokojach, a o 22:00 obowiązywała cisza nocna. Dwóch trenerów codziennie o 22 sprawdzało wszystkie pokoje. W grudniu 2015 roku w Prokuraturze podczas  przesłuchania córka zaradnej wdowy tworzy swój własny” barwny ” plan obozu, niestety tę opowieść połyka bez zadławienia starsza pani psycholog i pani  prokurator. 

 

 

 

 

 

 

Janów Lubelski

Zakończył się rok szkolny 2013/2014 . 7 lipca 2013 roku wyjechaliśmy jak co roku na obóz treningowy do Janowa Lubelskiego. W tym roku dołączyła do naszego grona córka zaradnej wdowy. Kilka ostatnich miesięcy uczęszczała na zajęcia zapasnicze co fakt nieregularnie kiedy jej się zachciało, ponieważ były to zajęcia dodatkowe, nieobowiązkowe nie było nacisku na  regularność. Przyjeżdżała z bratem rowerem. Poza tym  nie rokowala w tej dziedzinie. „Góra tluszczu” nie potrafiła wykonać najprostszych chwytów zapasniczych. Zgłosiła chęć udziału  w obozie  było wolne miejsce (liczba miejsc była ograniczona ze względu na finanse-dzieci nie ponosily żadnych kosztów wyjazdu), zgodziłem się żeby pojechała gdyż zaradna wdowa bardzo o to prosiła. Dała mi pisemną zgodę na wyjazd córki. Widziałem wtedy zadowolenie na twarzy zaradnej wdowy. Wyjaśniła mi to poźniej  moja koleżanka Renata przecież wiadomo dla zaradnej wdowy była to perspektywa na „wolną chatę”. Do tej pory trzymam ten dokument (zgodę na wyjazd córki) w szufladzie, i o dziwo nie zainteresował się nim Sąd …, która to instytucja oznajmiła i podała za pewnik, że brałem córkę zaradnej wdowy celowo dla własnych korzyści (na jaką korzyść mogłem liczyć ze strony 13-letniej góry tłuszczu?…)

Pani dyrektor

W czerwcu 2014 roku zaradna wdowa zjawia się w gabinecie pani dyrektor (szkoły w której pracuję). W rozmowie ze strony zaradnej wdowy pada poważne oskarżenie pod moim adresem. Pani dyrektor po wysłuchaniu zaradnej wdowy przyjmuje jej słowa za prawdziwe i reaguje od razu „chodźmy na policję” . Nie jest to na rękę zaradnej wdowie bo doskonale wie że jej opowieść to część planu, który uzgodnieniła z kochankiem- policjantem. „Nie sama dam sobie z tym radę” odpowiada zaskoczonej pani dyrektor,” nie mów o tym nikomu” dodaje. „To po co mi to mówisz” denerwuje się pani dyrektor, zdając sobie sprawę  że oskarżenie zaradnej wdowy jest bardzo poważne i chodzi tu o dobro dziecka.”  Żebyś wiedziała” odpowiada zaradna wdowa. Pani dyrektor doskonale wie, że jako dyrektor szkoły i pedagog ma obowiązek sprawować pieczę nad swoimi uczniami, ale skoro sama matka dziecka również pedagog (nauczyciel) zachowuje się tak irracjonalnie, nie będzie przecież decydować za matkę. Ta rozmowa nie daje spokoju pani dyrektor. Od tego czasu pani dyrektor obserwuje mnie podczas prowadzenia lekcji i jak później zeznaje nic niepokojącego nie zauważa  w moim zachowaniu.