Urodziny

Wczoraj były moje urodziny. Tak jak rok wcześnie przyszło mi je spędzać w szpitalu. W tamtym roku częstowalem wszystkich cukierkami, które przywiozla mi żona. Okrągłe urodziny z taką cyfra są tylko raz w życiu! Teraz po roku od tamtej chwili jestem nie tylko o rok starszy ale bagaż moich problemów też urósł. Po ogłoszeniu wyroku Sądu w dniu 14.03.2018 całkowicie załamałem sie, nie chciało mi się żyć, zostałem przez Sąd uznany za winnego uwiedzenia i wykorzystania córki zaradnej wdowy, choć żadnego dowodu na jej prawdomówność  Sąd nie znalazł. Zeznania tego dziecka dla przeciętnego człowieka to naprawdę mało wiarygodna opowieść, nie rozumiem jak w taka „barwną” historię uwierzył wykształcony człowiek, jakim jest Sędzia . Żaden z przesłuchanych świadków  nie potwierdził  zdarzen przytoczonych w zeznaniach córki zaradnej wdowy. Z uzasadnienia wyroku później dowiedziałem się, że miałem dużo czasu na to żeby przekupić świadków na swoją stronę. To jakiś absurd, kto z dorosłych osób byłby na tyle głupi, że mając wiedzę o krzywdzie dziecka  zataiłby ją przed Sądem…! zeznając pod przysięgą! Wierzyłem w niezawisłość, rzetelność i mądrość  Sądu  ale tak jak powiedział mi kiedyś mój znajomy „wszędzie można szukać sprawiedliwości tylko nie w Sądzie”- jego powiedzenie okazało się szczerą prawdą i z żalem w sercu powtórzę to każdemu. W dniu 14.03.2018 wygrało” trio po trupach do celu” mimo, że nawet podczas zeznań w Sądzie ich wypowiedzi wzajemnie sobie zaprzeczały i wykluczały się! Ja  tymczasem w stanie całkowitego załamania nerwowego ze złymi myślami w głowie, które pchały mnie do zrobienia sobie krzywdy trafiłem do szpitala, w którym jestem po raz kolejny, i kolejny raz obchodzę tu urodziny…

Zakopane

W pierwszym tygodniu sierpnia 2013 roku wyruszylismy na obóz do Zakopanego, cyklicznie jak co roku. Mieliśmy już stałe miejsce pobytu Ośrodek „Palace” przy ulicy Chałubińskiego w Zakopanem. Około południa podjechałem pod dom „zaradnej wdowy”, aby zabrać jej córkę na obóz. Po pierwszym obozie w Janowie Lubelskim wyraziła chęć pojechania na kolejny, którym był obóz w Zakopanem. Wziąłem zgodę od „zaradnej wdowy” na wyjazd córki i pojechaliśmy po jeszcze jednego uczestnika, chłopca, rok starszego od córki „zaradnej wdowy”. Na miejscu przed jego domem okazało się, że zmuszony jest on zrezygnować z wyjazdu, ojciec chłopca zarządził pilne prace polowe. Z tego też powodu pojechałem tylko z córką „zaradnej wdowy”, która miała dołączyć do poznanych już wcześniej w Janowie Lubelskim obozowiczów. Do Zakopanego dojechaliśmy późnym popołudniem, akurat w tym czasie odbywał się tam Tour de Pologne, co dodatkowo utrudniało dojazd. Na miejscu w recepcji Ośrodka dowiedziałem się, że nasz obóz został odwołany. Zadzwoniłem do trenera koordynatora, który był odpowiedzialny za organizację obozów. Po posiłku mieliśmy wracać z powrotem, lecz córka „zaradnej wdowy” poprosiła czy nie mogłaby spotkać się z wujostwem, które aktualnie przebywa w Zakopanem. Wujkowie na stałe mieszkali w USA i Kanadzie z tej racji nie widywali się ze sobą często.  Zmęczony i zdenerwowany zaistniałą sytuacją oraz ze względu na utrudnienia na drogach doszedłem do wniosku, że w takiej sytuacji najlepiej będzie przenocować w Zakopanem i w dniu następnym wrócić do domu.

Przede wszystkim o zaistniałej sytuacji należało zawiadomić „zaradną wdowę”. Córka „zaradnej wdowy” przy mnie zadzwoniła ze swojego telefonu do matki, która przystała na jej prośbę spotkania z wujkami. Z telefonu dziecka powiedziałem zaradnej wdowie, że przenocujemy w Zakopanem i rano wyjedziemy z powrotem na co „zaradna wdowa” wyraziła  zgodę.
Zameldowalismy się na recepcji gdzie w księdze meldunkowej został odnotowany wpis 1 nocleg i 2 pokoje.
Zjedliśmy spóźniony obiad i udaliśmy się na spotkanie na Krupówki. Po spotkaniu, które zakończyło się po godz.18 wróciliśmy do Hotelu; zjedliśmy tu kolację.
Następnego dnia rano po śniadaniu wróciliśmy do domu.

Później w Sądzie dowiedziałem się że, w Zakopanem byliśmy tylko we dwoje przez  4 dni, i te 4 dni spędziliśmy jak para zakochanych (obiekt czyli „córka zaradnej wdowy”, którym rzekomo miałem się interesować nadal miał BMI powyżej 35, było to dziecko 3 lata młodsze od mojego syna).

Przed rozprawą

16 października 2016 roku pierwsza rozprawa w Sądzie Rejonowym. Na drzwiach sali rozpraw pod hasłem oskarżony widnieje moje imię i nazwisko. Pomimo, że wiem iż jestem niewinny czuje się źle, w nocy nie mogłem spać  a od wczoraj nic nie jadłem. Przychodzi mi na myśl nauczyciel wychowania fizycznego z Dębicy,  który przez takie samo oskarżenie jakie i mnie spotkało stracił życie.  Nie mogąc pogodzić się z paskudnym  pomówieniem i utratą pracy zaczął pić i w krótkim czasie zmarł. Ja od ponad 3 miesięcy zażywam leki od lekarza-psychiatry. Przez ok. 3 miesiące po wizycie w Prokuraturze nie mogło mi  nic przejść przez gardło, tak jakbym miał je całkowicie zacisniete, jednocześnie pociagalo mnie na wymioty. Był to okres bardzo upalny, temperatura powietrza dochodziła do 30 stopni. Próbowalem małymi łykami przyjmować trochę wody przecież pod moją opieka było malutkie dziecko, zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na mnie ciążyła. Moja żona bardzo zaniepokojona  tym wszystkim zdecydowała, że muszę udać  się po pomoc do lekarza psychiatry. Od tego czasu jestem pacjentem Poradni Zdrowia Psychicznego i dzięki pomocy lekarzy psychiatrów jeszcze jakoś funkcjonuje na tym świecie. Na korytarzu sądowym jest też mój adwokat, który towarzyszy mi pierwszy raz. Zrezygnowałem z mojego pierwszego adwokata, który był ze mną drugi raz w Prokuraturze ze względów organizacyjnych i finansowych. W październiku 2016 moja mała córeczka ma 8 miesięcy, opiekuje się nią sam  podczas gdy żona jest w pracy. Poprzedni adwokat był z miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od naszego miejsca zamieszkania, co nie było do pogodzenia z obowiązkami domowymi. Na korytarzu sądowym pojawia się też „zaradna wdowa” u boku konkubenta-byłego już policjanta-obenie emeryta. 40-letni konkubent zostaje wysłany na przymusową emeryturę po tym jak dostaje wyrok za pobicie byłej żony.

Życie obozowe

Obóz w Janowie Lubelskim w roku 2013 był organizowany po raz kolejny w tym samym miejscu i jak co roku skorzystalismy z gościnności Hotelu Myśliwskiego. Janów Lubelski to malowniczo położona niewielka miejscowość w województwie lubelskim. W roku 2013 w obozie oprócz chłopców wzięły udział 4 dziewczynki, jedną z nich była córka zaradnej wdowy. W dniu przybycia do Hotelu Myśliwskiego podczas zakwaterowania okazało się, że 3 dziewczynki z tej samej miejscowości, które były koleżankami zostały zakwaterowane razem w jednym, trzyosobowym pokoju,  a córka zaradnej wdowy dostała osobny pokój. Pokój ten był jednoosobowy obok pokoju  pozostałych dziewczynek, z jednoosobowym tapczanikiem. Nasze życie obozowe przebiegało wg stałego planu. Każdy dzień rozpoczynał się pobudką o godz. 7:30, następnie wszyscy obozowicze  stawiali  się na poranny rozruch trwający ok 15- 20 minut, podczas którego dzieci wykonywały serię ćwiczeń pobudzających. Po porannej toalecie  o godz 9:00 rozpoczynało się śniadanie. Po śniadaniu cała grupa szliśmy nad miejscowy zalew, który oddalony był ok 2 kilometry od hotelu. Nad zalewem  oprócz plażowania  i kąpieli odbywał się trening zapaśniczy. Córka zaradnej wdowy była nowa w grupie obozowej, ale bardzo szybko zintegrowała się z innymi uczestnikami obozu. Brała udział we wszystkich treningach, chociaż  jej marne predyspozycje i nadmiar kilogramów nie pozwalały w nich uczestniczyć na 100 procent. Przy trudnych ćwiczeniach zmuszona była zrezygnować, bo niestety nie dawała rady, siadała obok maty i patrzyła.  W ciągu dnia były 2 treningi. Drugi popołudniowy po obiedzie rozpoczynał się o 15.30 na sali gimnastycznej, oddalonej od hotelu o ok. kilometr. Trening trwał ok. 1,5 godziny i podobnie jak na treningu dopoludniowym doskonale były chwyty zapasnicze i wprowadzane nowe. O 18:30 była kolacja. Po kolacji wolny czas do godz. 20.30 dzieci spędzały zazwyczaj w parku przy hotelu, także córka zaradnej wdowy razem z pozostałymi. O godz. 21:00 obozowicze byli już w swoich pokojach, a o 22:00 obowiązywała cisza nocna. Dwóch trenerów codziennie o 22 sprawdzało wszystkie pokoje. W grudniu 2015 roku w Prokuraturze podczas  przesłuchania córka zaradnej wdowy tworzy swój własny” barwny ” plan obozu, niestety tę opowieść połyka bez zadławienia starsza pani psycholog i pani  prokurator. 

 

 

 

 

 

 

Janów Lubelski

Zakończył się rok szkolny 2013/2014 . 7 lipca 2013 roku wyjechaliśmy jak co roku na obóz treningowy do Janowa Lubelskiego. W tym roku dołączyła do naszego grona córka zaradnej wdowy. Kilka ostatnich miesięcy uczęszczała na zajęcia zapasnicze co fakt nieregularnie kiedy jej się zachciało, ponieważ były to zajęcia dodatkowe, nieobowiązkowe nie było nacisku na  regularność. Przyjeżdżała z bratem rowerem. Poza tym  nie rokowala w tej dziedzinie. „Góra tluszczu” nie potrafiła wykonać najprostszych chwytów zapasniczych. Zgłosiła chęć udziału  w obozie  było wolne miejsce (liczba miejsc była ograniczona ze względu na finanse-dzieci nie ponosily żadnych kosztów wyjazdu), zgodziłem się żeby pojechała gdyż zaradna wdowa bardzo o to prosiła. Dała mi pisemną zgodę na wyjazd córki. Widziałem wtedy zadowolenie na twarzy zaradnej wdowy. Wyjaśniła mi to poźniej  moja koleżanka Renata przecież wiadomo dla zaradnej wdowy była to perspektywa na „wolną chatę”. Do tej pory trzymam ten dokument (zgodę na wyjazd córki) w szufladzie, i o dziwo nie zainteresował się nim Sąd …, która to instytucja oznajmiła i podała za pewnik, że brałem córkę zaradnej wdowy celowo dla własnych korzyści (na jaką korzyść mogłem liczyć ze strony 13-letniej góry tłuszczu?…)

Pani dyrektor

W czerwcu 2014 roku zaradna wdowa zjawia się w gabinecie pani dyrektor (szkoły w której pracuję). W rozmowie ze strony zaradnej wdowy pada poważne oskarżenie pod moim adresem. Pani dyrektor po wysłuchaniu zaradnej wdowy przyjmuje jej słowa za prawdziwe i reaguje od razu „chodźmy na policję” . Nie jest to na rękę zaradnej wdowie bo doskonale wie że jej opowieść to część planu, który uzgodnieniła z kochankiem- policjantem. „Nie sama dam sobie z tym radę” odpowiada zaskoczonej pani dyrektor,” nie mów o tym nikomu” dodaje. „To po co mi to mówisz” denerwuje się pani dyrektor, zdając sobie sprawę  że oskarżenie zaradnej wdowy jest bardzo poważne i chodzi tu o dobro dziecka.”  Żebyś wiedziała” odpowiada zaradna wdowa. Pani dyrektor doskonale wie, że jako dyrektor szkoły i pedagog ma obowiązek sprawować pieczę nad swoimi uczniami, ale skoro sama matka dziecka również pedagog (nauczyciel) zachowuje się tak irracjonalnie, nie będzie przecież decydować za matkę. Ta rozmowa nie daje spokoju pani dyrektor. Od tego czasu pani dyrektor obserwuje mnie podczas prowadzenia lekcji i jak później zeznaje nic niepokojącego nie zauważa  w moim zachowaniu.

Troskliwa matka

W czerwcu 2014 roku „na kawie” u zaradnej wdowy zostaje wplątany  w jej problemy rodzinne. Jakie się później okaże w toku analizy postępowania zaradnej wdowy w  tymże 2014 roku tworzy ona doskonały materiał dla wymiaru sprawiedliwości, który powinien obowiązkowo wziąć ja  pod swoja lupę. Jednak tak się nie staje…. ofiarą tej instytucji staję się ja, wplatany w perfidny plan zaradnej wdowy i jej  konkubenta wtedy jeszcze czynnego policjanta. W nowej szkole – gimnazjum w okresie marzec kwiecień 2014 roku, córka zaradnej wdowy gwałtownie chudnie traci pewnie ponad 20 kg , w tak krótkim okresie czasu. W kwietniu w czasie egzaminów gimnazjalnych przychodzi odwiedzić swoją „starą podstawówkę”. Spotykam ja na korytarzu szkolnym, widzi też ją pani dyrektor, wymieniamy się z panią dyrektor spostrzeżeniem „ale wychudła”. Tak znaczny spadek masy ciała córki zaradnej wdowy budzi także zaniepokojenie wśród nauczycieli gimnazjum. 15 maja 2014 roku pani pedagog gimnazjum kontaktuje się z zaradną wdową, zaprasza ją do szkoły na rozmowę w sprawie gwałtownego spadku masy ciała u jej córki. Matka  uspokaja panią pedagog, że wszystko jest pod jej kontrolą, a córka trzyma dietę i po prostu więcej ćwiczy i taka  notatka ze spotkania zostaje sporządzona przez panią pedagog w dzienniku. Dokładnie  miesiąc później córka zaradnej wdowy jest już pacjentka Oddziału Dziecięcego, gdzie trafia w stanie średnio-ciężkim w hipoglikemii i z bradykardia, a wśród mieszkańców głośno jest o jej odchudzaniu przy pomocy tasiemca zakupionego przez internet, bowiem w tym samym czasie również gwałtownie chudnie jej kolega ze szkoły. Pewnym potwierdzeniem na ten rodzaj odchudzania-„internetowy tasiemiec” jest powiększenie wątroby stwierdzone podczas badań  u córki zaradnej wdowy.

Brudne pieniądze

Jest maj 2016. W maja 2016 roku zostałem zawieszony w pracy          – ” nie mam nic przeciwko panu, nie mam nic do zarzucenia pana pracy ale przyszło pismo z prokuratury i muszę postąpić zgodnie z prawem radziłam się radcy prawnego” – powiedziała wtedy do mnie pani dyrektor. Było mi bardzo przykro, widziałem że ta sytuacja nie była też przyjemna dla pani dyrektor. Podpisałem dokument i wyszedłem, tego dnia byłem po raz ostatni w szkole. Za rok miałem stanąć do egzaminu na nauczyciela dyplomowanego, do którego się solidnie przygotowywałem, miałem już zaliczonych wiele kursów i szkoleń. Niestety do dnia dzisiejszego nie sfinalizowałem mojego awansu i już nie sfinalizuje, sprytne trio „po trupach do celu”(zaradna wdowa ,jej córka i kochanek wdowy – policjant zwany oficjalnie „partnerem”) pokrzyżowało moje plany i osiągnęło swój cel. Na  dzień dzisiejszy fałsz i ludzka podłość mnie pokonały. Mam jednak nad nimi przewagę mogę spojrzeć każdemu człowiekowi prosto w oczy bo nie mam sobie nic do zarzucenia i moje dzieci i wnuki tez będą mogły chodzić z podniesioną głowa mimo, że będzie ciążyć na nich piętno paskudnej „roboty” trio „po trupach do celu”. Mój adwokat  w maju 2016 roku powiedział najrozsądniej byłoby przyznać się do winy-wtedy dostanie pan 2 lata w zawieszeniu na 5, a po tych pięciu latach nie będzie śladu po wyroku, będzie pan  miał czystą kartę. Nigdy nie przyznam się do czegoś czego nie zrobiłem!  – powiedziałem mu wtedy. Jakie są moje szanse na obronę zapytałem. Wszyscy świadkowie wystawili panu laurkę, tylko” trio”(po trupach do celu) córka ,matka i konkubent matki trzymają się tej samej wersji. W obecnych czasach jest pan raczej na pozycji przegranej, nawet jeżeli prawda jest po pana stronie ,szansa na wygraną jest  niewielka. Pomimo wszystko postanowiłem walczyć o swoją godność, ale jak się później przekonałem mój adwokat miał rację , była to nierówna walka…

Dzisiaj jest pogrzeb męża stanu mecenasa Jana Olszewskiego, którego życie nie było usłane 🌹 ale jego godność i prawość pozostawiły po nim jego piękno, które na zawsze będzie trwało. Zdaje sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach pieniądze, które  wzbogaca portfel zaradnej wdowy i które były jej celem znacznie podniosą jej ego i standard życiowy całego trio, ale w jaki sposób  zostały zdobyte pozostawi na nich na zawsze plamę….

Rok 2013

Rok 2013 stał się obiektem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości tj. organu prokuratorskiego i „niezawisłego”sędziowskiego. Urodzona w czerwcu 2000 roku córka zaradnej wdowy w czerwcu 2013 roku kończy szkołę podstawową (klasę 6-ostatnią w systemie nauczania szkoły podstawowej). Kończy ja jako najlepsza uczennica w szkole i dodatkowo  laureatka kilku konkursów w tym też literackich. Jej osiągnięcia naukowe były obiektem częstych dyskusji w pokoju nauczycielskim, mówiono że jej bardzo dobre wyniki w nauce to efekt nauki na pamięć i wielu dodatkowych korepetycji.  W nowym roku szkolnym 2013/2014, córka zaradnej wdowy rozpocznie edukację w gimnazjum, które mieści się w innym budynku oddalonym od szkoły podstawowej o ok. jeden kilometr. Szkołę podstawową kończy na piedestale  dodatkowo obciążona zbędnymi kilogramami (BMI powyżej 35),  dumna i uśmiechnięta.

Facebook

  • W 2007 roku dostałem pracę w szkole , w tym samym roku rozpocząłem studia magisterskie na Uniwersytecie Rzeszowskim, mój syn skończył 10 lat i zostałem wychowawcą  klasy do której chodził. Studiujac wychowanie fizyczne w ramach studiów uczestniczyłem w obozach sportowych. Podczas jednego z tych obozow w 2008 roku – obozu letniego nad Soliną, kolega z roku młodszy o kilka lat ode mnie wpadł na pomysł zamieszczenia na facebooku zdjęć, które  zrobiliśmy sobie nad Soliną. Ja niestety nie posiadałem konta na facebooku, ale nic nie stało na przeszkodzie młodszy kolega w jednej chwili założył mi konto i wrzucił na nie nasze wspólne zdjęcia. Nigdy bym nie przypuszczał, że ta nasza studencka zabawa z facebookiem będzie po latach „analizowana” na sali sądowej. Gdyby nie namowa kolegi, że „założę Ci konto w tych czasach prawie wszyscy go mają” do tej pory nie byłoby mojego konta na facebooku. Nigdy nie przywiązywałem wagi do portali społecznościowych,  kiedyś dawno temu śledziłem losy moich kolegów z klasy na nk, ale krótko nie wciągały mnie tego typu sprawy. Jak się później okazało moje konto na  facebooku  było wpisane w scenariusz stworzony przez zaradną wdowę, jej „partnera”-policjanta i córkę zaradnej wdowy. Kiedy na sali sądowej mój adwokat wystapił o udostępnienie treści facebooka, który miał być ważnym  dowodem w sprawie przesądzajacym o mojej winie zauważyłem niepokój na twarzy zaradnej wdowy, ze strachem w oczach szeptała do pani prokurator „to raczej niemożliwe żeby odtworzyć dane sprzed ponad 3 lat”  wtedy przypomniałem sobie fragment nagrania stworzonego przez policjanta-partnera  w domu zaradnej wdowy pt „rozmowa zaradnej wdowy z córką”,w którym  córka daje do zrozumienia matce : ” nie facebooka nie da się odtworzyć bo przechowuje on dane tylko przez pół roku, a minęło wiecej” -skąd taka wiedza u nastolatki i co ma na celu  to stwierdzenie czyżby było jej nie na rękę odsłonięcie jej facebookowych korespondencji? Moje przypuszczenia potwierdził fakt, że w toku sprawy  córka zaradnej wdowy zmienia zeznania w sądzie w stosunku do złożonych 1,5 roku wcześniej w prokuraturze: z facebooka wysłałam tylko jedna wiadomość do trenera i zaraz ją skasowałam -twierdzi. To po co te obawy przed udostępnieniem konta facebookowego skoro była na nim tylko jedna wiadomość zwiazana z moją osobą?….